Naloty w Jastrzębiu - policja namierzyła dużą liczbę piratów

Posiadacz oprogramowania bez ważnej licencji nie zna dnia, ani godziny - twierdzi policja. Jastrzębscy policjanci zarekwirowali w ostatnich dniach prawie sto komputerów, na którym nielegalnie korzystano z komercyjnego oprogramowania. Pukają do drzwi na osiedlach, pokazują nakazy prokuratorskie i konfiskują sprzęt. Akcja może przenieść się do kolejnych miast - ostrzega policja.

Komputery tracą uczniowie, studenci, zdarzają się też handlarze pirackimi płytami. Na czarną listę trafiło ponad stu kolejnych mieszkańców, którzy w ostatnim czasie zainstalowali sobie "piraty". Wkrótce policjanci zapukają także do ich drzwi.

Posiadacz nielegalnego oprogramowania nie zna dnia ani godziny - potwierdza nadkom. Piotr Bieniak z zespołu prasowego KWP.

Kiedy po Jastrzębiu rozniosła się wieść, że konfiskują sprzęt z nielegalnym oprogramowaniem, rodzice zaczęli kontrolować komputery swoich dzieci. - Przychodzą do nas wystraszone matki, które chcą oryginalny program - mówi Szymon Marek, właściciel sklepu komputerowego. - Liczba klientów zwiększyła się nam o jakieś 90 procent. Jeszcze miesiąc temu zainteresowanie pakietem Office było praktycznie zerowe - dodaje. - Podejrzewam, że gdyby policja przeszła się po domach wszystkich właścicieli komputerów, to by się okazało, że ponad 80 proc. nie ma licencji.

To właśnie Office obok systemu operacyjnego Windows należy do najczęściej kradzionych programów. Krzysztof Janiszewski, zajmujący się ochroną własności intelektualnej w Microsofcie nie kryje zadowolenia. - Należy pogratulować skuteczności działań policji. Polska znajduje się w niechlubnej czołówce wśród krajów UE pod względem skali piractwa komputerowego. Według ostatnich danych 58 proc. oprogramowania używanego w Polsce, to oprogramowanie nielegalnie skopiowane. Najwyższy czas z tym skończyć - dodaje Janiszewski.

Od lat w internecie pojawiały się informacje o tajemniczych mechanizmach wbudowanych w oprogramowanie firmy z Redmont. Miały one donosić na nielegalnych użytkowników. I właśnie od Microsoftu jastrzębscy policjanci z sekcji do walki z przestępczością gospodarczą dostali namiary piratów. Rzecznik prasowy Microsoftu, Bartłomiej Danek nie chciał zdradzać szczegółów akcji. zapewnił nawet, że nic nie wiedział o jastrzębskim nalocie.

W jastrzębskiej komendzie trzeba było wygospodarować pomieszczenie, do którego trafia zarekwirowany sprzęt. W tej chwili to kilkadziesiąt komputerów. Na kontrolę czeka kolejne 200 maszyn. Akcja zatacza coraz szersze kręgi. - Dzisiaj Jastrzębie, jutro być może inne miasto. Ktoś, kto ma w domu nielegalne oprogramowanie musi się liczyć z tym, że pewnego dnia policjant zapuka do jego drzwi - mówi tajemniczo nadkom. Piotr Bieniak z zespołu prasowego KWP.

Jak się tłumaczą przyłapani na piractwie? - Zrzucają winę na nieświadomość. Mówią, że skoro kupowali komputer w sklepie, to mieli nadzieję, że zainstalowano im legalny program - wyjaśnia Bronisław Wójcik, rzecznik prasowy jastrzębskiej policji.

- Nie wierzę, że można w tym wypadku mówić o nieświadomości - mówi szef jastrzębskiej prokuratury Jacek Rzeszowski. - To żadne wytłumaczenie. Trzeba zwracać uwagę, czy sklep wydaje nam wszystkie licencje, bo możemy później za ich brak odpowiadać przed sądem - tłumaczy Rzeszowski.

Producenci oprogramowania wynajmują renomowane kancelarie prawnicze. Te wyliczają szkody. Poza wyrokiem za piractwo: od 3 miesięcy do 5 lat więzienia żądają zwykle odszkodowania - wielokrotności opłaty licencyjnej - czyli w praktyce od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Karę ponoszą też wszyscy, którzy kradziony program kupili lub przyjęli.

Źródło: Dziennik Zachodni