Superhaker w opałach

Ekstradycja i dożywotnie więzienie grozi Gary'emu McKinnonowi za włamanie się do komputerów Pentagonu i NASA. A wszystko zaczęło się od niewinnych figli. Siedząc w lokalnym pubie, czterdziestoletni McKinnon skręca papierosa. Obgryzione paznokcie zdradzają strach, jaki towarzyszy mu od jakiegoś czasu. Oskarżony jest o największe włamanie do systemu komputerowego w historii amerykańskiej wojskowości.

Cztery lata temu z powodu uzależnienia od hakerstwa stracił dziewczynę i pracę jako informatyk. Teraz stary nałóg może go zaprowadzić za kraty. Niedawno brytyjski sekretarz obrony John Reid wydał zgodę na ekstradycję McKinnona. W Stanach Zjednoczonych czeka go wyrok 60 lat więzienia.

Oskarżony jest o wielokrotne włamania do kilkudziesięciu komputerów używanych przez Pentagon, NASA, armię, marynarkę wojenną i siły powietrzne Stanów Zjednoczonych w okresie od lutego 2001 do marca 2002. Siedząc w swojej sypialni w południowym Londynie miał rzekomo spowodować za pomocą taniego komputera i modemu straty w wysokości 370 tysięcy dolarów. "Twierdzą, że zniszczyłem wszystkie urządzenia wojskowe w Waszyngtonie. Mam nadzieję, że to niemożliwe" mówi.

Potwierdza, że włamywał się do amerykańskich systemów. Szczerze tego żałuje, ale nie przyznaje się do niszczenia czegokolwiek. Kierowała nim wyłącznie ciekawość, a żaden z komputerów, do których się włamał, nie był chroniony hasłem. "Zabezpieczenia były tak słabe, że mógłbym na kartce A4 spisać po kolei, jak się tam dostać. Wystarczy trochę wiedzy, aby skompletować potrzebne narzędzia i znaleźć metodę. Nie ja jeden na to wpadłem" przekonuje McKinnon. Za każdym razem gdy za pomocą legalnego oprogramowania uzyskiwał dostęp do amerykańskich sieci, widział inne nieupoważnione osoby z Chin, Turcji, Holandii i Niemiec. "Ich adresy IP nie należały do baz amerykańskiej armii, więc na pewno nie mieli żadnych uprawnień, tak samo jak ja".

McKinnon jest przekonany, że Amerykanie dążą do tego, by jego sprawa stała się przykładem dla innych. "Zamiast skupić się na swoich zabezpieczeniach, robią ze mnie kozła ofiarnego" dodaje. "Chcą powiedzieć innym hakerom: trzymajcie się od nas z daleka, bo spotka was to samo".

Pierwsze lata życia McKinnon spędził w Szkocji. W 1985 roku przeczytał 'Podręcznik hakera'. Lektura ta sprawiła, że zaczął się interesować systemami zabezpieczeń. Pierwszy komputer dostał gdy miał 14 lat. Uwielbiał gry, uczył się języka Basic. "Do siedemnastego roku życia byłem tym całkowicie pochłonięty. Uczyłem się programowania, pisałem własne gry. Pasjonowałem się grafiką i sztuczną inteligencją" wspomina. Potem na kilka lat stracił zainteresowanie komputerami. Zaczął chodzić z kolegami do pubów. Kiedy wrócił do informatyki, ktoś zasugerował mu, by postarał się zdobyć stosowne kwalifikacje. Choć przez matematykę nie ukończył studiów na University of North London i tak znalazł pracę jako informatyk.

W roku 2000 został hakerem. Za cel swoich ataków wybrał amerykańską administrację i wojskowość, ponieważ sądził, że mają one dowody na istnienie UFO. Włamań dokonywał metodą skanowania portów. "Telewizor ma kanały, a komputer porty. Strony www to port 80, poczta przychodząca to 110, wychodząca 25. Aby zalogować się do sprzętu działającego pod Windows, trzeba użyć portu 139. Skanowanie w poszukiwaniu jednego portu odbywa się bardzo szybko. Mogłem zeskanować 65 tysięcy maszyn w niecałą minutę. Najpierw trzeba zidentyfikować komputery z Windows. Potem robi się drugie skanowanie, przy którym sprawdzamy, czy możliwa jest komunikacja z daną maszyną. Jeśli tak, przechodzimy do trzeciego etapu, kiedy patrzymy, czy komputer jest zabezpieczony hasłem. Potem już możemy buszować" wyjaśnia McKinnon.

Raz z ciekawości przeskanował komputery dużych instytucji finansowych. Chciał sprawdzić, czy działają na podobnej zasadzie. Okazało się, że poziom zabezpieczeń przed hakerami jest niski. Zdaniem McKinnona mając do dyspozycji liczne przewodniki internetowe, szybko można zostać hakerem amatorem. "Myślę, że nawet bez jakiegokolwiek przeszkolenia informatycznego w ciągu miesiąca każdy mógłby robić to, co ja" mówi.

Kiedy już się włamał, trudno mu było przestać. Przechodził z jednej części sieci do innej, przejmując kontrolę nad całym systemem. "Kupowałem powszechnie dostępne programy, pisałem mały skrypt, który był czymś w rodzaju kleju łączącego je w całość, zostawiałem administratorom liściki z informacją: Macie beznadziejne zabezpieczenia".

W końcu się uzależnił. "Nie dbałem o siebie, nie mówiąc już o mojej dziewczynie. Nie myłem się jak należy, prawie nie widywałem znajomych. To bardzo szkodliwa obsesja" stwierdza. Rozstał się z dziewczyną, ale nadal u niej mieszkał. Wchodzenie w miejsca zakazane wywoływało dreszczyk emocji. "Mnie najbardziej kręciło zdobywanie konkretnych rzeczy" mówi McKinnon. Wymienia swoje łupy mające być dowodem na istnienie UFO: arkusz zatytułowany 'Pozaziemscy oficerowie', lista transferów pojazdów niezarejestrowanych w armii amerykańskiej, a także zbiór zeznań naocznych świadków oraz zdjęć, z których - jak przypuszcza "wymazano dowody istnienia pozaziemskich statków komicznych".

Włamując się do systemów musiał brać pod uwagę różnice czasu, udało mu się bowiem uzyskać kontrolę nad pulpitami innych komputerów. "Złapali mnie, bo pomyliłem strefy czasowe. Ktoś był jeszcze w biurze i zobaczył, że kursor się rusza "opowiada.

W listopadzie 2001 roku NASA skontaktowała się z zespołem ds. przestępczości technologicznej. Policyjni specjaliści obserwowali go do lutego. "Widzieli, że niczego nie niszczę, a tylko przeszukuję system" mówi. Do ściągania kopii programów umożliwiających administratorom zdalny dostęp do komputerów używał własnego adresu e-mail lub adresu swojej dziewczyny. "Byłem głupi, ale to przemawia na moją korzyść. Profesjonalny haker nigdy by tak nie postąpił."

Policja zapukała do mieszkania, w którym przebywał, pewnego marcowego ranka 2002 roku. "Położyłem się spać godzinę wcześniej. Całą noc robiłem to, co zwykle. Kiedy przyszli, myślałem, że to sen. Zabrali wszystkie komputery, łącznie z tymi, które naprawiałem dla znajomych" opowiada. Policjanci zawieźli McKinnona na komisariat. Tam podczas przesłuchania przyznał się do włamań. "Pytali mnie, czy jestem członkiem Al-Kaidy. Zdawali sobie sprawę z tego, że nie mam powiązań z terrorystami i że nie czerpię korzyści ze swojej działalności" mówi.

W listopadzie 2002 roku rząd amerykański postawił go w stan oskarżenia. (...) Pod koniec ubiegłego roku rozpoczęły się procedury związane z ekstradycją. Niedawno John Reid wydał na nią zgodę. McKinnon złożył apelację. Teraz żyje w ciągłym stresie, obawia się, że stanie przed tajnym trybunałem i będzie sądzony za zamkniętymi drzwiami, jak terrorysta. (...)

Podstawą do ekstradycji jest traktat zawarty między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi. Miał on uprościć procedury na potrzeby walki z terroryzmem. McKinnon dołączył do grona polityków i biznesmenów protestujących przeciwko postanowieniom dokumentu. "Traktat musi mieć przynajmniej dwóch sygnatariuszy, a na razie podpisała go jedynie Wielka Brytania. Mimo to na jego mocy odbywają się ekstradycje Brytyjczyków. Obywateli amerykańskich traktat nie obejmuje. Przepisy powstały z myślą o terrorystach, tymczasem stosuje je przy ściganiu przestępstw urzędniczych" tłumaczy McKinnon. Równie dobrze - uważa jego prawnik - mógłby być sądzony w Wielkiej Brytanii, ale Amerykanie chcą się zemścić.

Jak dotąd żaden Brytyjczyk nie został wydany Amerykanom za hakerstwo. Dziesięć lat temu w podobnym przypadku nie doszło do ekstradycji Mathew Bevana. On także włamywał się do amerykańskich komputerów wojskowych w poszukiwaniu UFO. W 1997 roku jego sprawa została umorzona. Sędzia nie dopatrzył się zagrożenia bezpieczeństwa. Dziś Bevan zajmuje się doradztwem komputerowym.

Być może ktoś, kto włamuje się do komputerów Pentagonu, nie zasługuje na współczucie. Problem jednak w tym, czy kara, jaką otrzyma McKinnon będzie proporcjonalna do winy. On sam obawia się, że rząd amerykański zechce posadzić go na 60 lat do więzienia, zamiast skupić się na właściwym zabezpieczeniu swoich komputerów przed prawdziwymi terrorystami. (...)

Źródło:The Independent

Realizacja: SIPLEX Studio